środa, 3 września 2014

TOTALNA INWIGILACJA XV


                                                              ROZDZIAŁ XV

Jonathan spokojnie poszedł na najwyższe piętro budynku. Tutaj też nie było strażników. Za bardzo tu spokojnie – pomyślał. Zatrzymał się przed drzwiami gabinetu Brendolda. Wziął głęboki oddech i trzymając w wyciągniętej ręce broń energicznie otworzył drzwi.
- Jonathan Garet- głośno odezwał się Brengold siedzący jak zwykle za biurkiem- czekałem na ciebie wejdź proszę dalej - sztucznie silił na uprzejmość. Jonathan wszedł dwa kroki do środka i w tym momencie poczuł na skroni chłodny dotyk metalu.
- Zabierz proszę broń naszemu przyjacielowi, paralizator także- zwrócił się do człowieka celującego w Jonathana. Ten przesunął się do przodu . Jonathan odwrócił głowę i rozpoznał Eryka.
- Rozumiem, że mnie okłamałeś, ostatecznie jesteś lojalnym pracownikiem i wykonujesz polecenia swojego szefa, ale że okłamałeś kobietę, która darzy cię miłością to już stawia cię Eryku w bardzo złym świetle- Jonathan zwrócił się do strażnika.
- Nie przesadzaj Garet ta kobieta szybko zrozumie jakim błędem było uleganie twoim namowom.
- Pewnie tak szkoda tylko, że nie będzie mogła tego powiedzieć. Bo martwi przeważnie niewiele mówią- odparował Jonathan a widząc lekkie drżenie mięśni twarzy Eryka dodał złośliwie- ale tą kwestię omówicie sobie później sami.
- Masz rację ty Jonathanie raczej zastanów się nad swoim położeniem. Osobiście nie chciałbym być na twoim miejscu. Ponieważ postanowiłem dokończyć zlecone mi zadanie i jednak doprowadzić do twojej śmierci. A jednak nie jesteś taki inteligentny za jakiego się uważasz tak łatwo pozwoliłeś sobą manipulować. Wprawdzie na samym początku jak użyłeś tego swojego preparatu powodującego zakłócenie pracy czujników to trochę mnie zaskoczyłeś, ale dalsze twoje działania były bardzo przewidywalne. Sam widzisz jak łatwo kierować ludźmi wszystko da się obliczyć każdy twój ruch był zaplanowany przeze mnie. Pomimo,iż nie w pełni mogłem cię obserwować postępowałeś dokładnie tak jak chciałem Jonathanie!
- Więc zabijesz mnie wbrew zaleceniom swoich przełożonych?
- Radzie Dwudziestu się spokojnie wytłumaczę. Twoje zachowanie jest wielce naganne. Pomyśl wtargnąłeś do najbardziej strzeżonego pomieszczenia zabiłeś jednego z techników całkiem niewinnego człowieka i dwóch strażników. Uszkodziłeś zamek cyfrowy ( mam nadzieję,że już się udało go otworzyć ) i zepsułeś kosztowne urządzenia do monitoringu, a na koniec groziłeś mi bronią i tylko szybka reakcja mojego szefa ochrony uratowała mi życie. Bardzo ładny scenariusz i na dodatek zgodny z prawdą - roześmiał się Brengold.
- No tak trochę namieszałem ale jak się wytłumaczysz, że jednak mnie nie upilnowałeś i zniszczyłem to co dla was najważniejsze- ten twór zamknięty w przezroczystym słoju ? Pewnie za chwilę zaczniesz odczuwać niepokój a jeśli do tej pory jeszcze nie zastanowiło cię to, że nie udało się twoim pracownikom przywrócić porządku to muszę cię uświadomić, iż raczej to nie będzie możliwe ponieważ zrobiłem wszystko co w mojej mocy aby „to” zniszczyć.
- Co ty zrobiłeś – wrzasnął Brengold zrywając się z fotela – ty idioto co zrobiłeś ! Jeśli mówisz prawdę to nie zdajesz sobie sprawy co narobiłeś to „coś” ten jak go nazwałeś TWÓR to żywa istota ! Najwyższa forma inteligencji z jaką mogłeś się spotkać! A ty ją chcesz zabić !
- Podejrzewałem to i mam nadzieję,że już nie uda wam się uratować tej istoty. Powiedz to jakiś biokomputer ? Kto to stworzył ? Odpowiedz przecież i tak nikomu nie powiem nie będę miał okazji.
- Nie nigdy się tego nie dowiesz! -Brengold z powrotem usiadł na fotelu- zastrzel go Eryku. Już dawno powinienem wydać ten rozkaz.
Jonathan stojąc tyłem do strażnika usłyszał strzał- To już koniec -pomyślał zamknął oczy ale o dziwo nic nie poczuł. Otworzył oczy i zobaczył na piersi Brengolda rozrastającą się ciemno czerwoną prawie czarną plamę. Jonathan zbliżył się do rannego tamten skierował na niego wzrok. W jego oczach malowało się ogromne zdziwienie nie było w nich widać bólu ani żalu tylko zdziwienie.
- Jak to ? nie rozumiem ? – wyszeptał
- Czynnik ludzki – odparł Jonathan – czynnik ludzki nie wszystko da się obliczyć i przewidzieć – teraz patrząc na umierającego i jakby nagle postarzałego człowieka zrobiło się mu żal.- Szkoda ,że tak to musi się skończyć – dodał cicho.
- Nie okłamałem pana profesorze i nigdy nie oszukam Eleny a pan nie jest już moim szefem- zwrócił się do martwego teraz Brengolda.
- Chodźmy czas się stąd zabierać- powiedział Jonathan kierując się do drzwi. Wyszli z gabinetu zamykając za sobą starannie drzwi. Przechodząc obok pomieszczenia strażników Eryk zajrzał.
- To pańska robota – zapytał wskazując na ciała leżące w pokoju- czy to było konieczne ?
- Próbowali zniweczyć mój plan więc trzeba było ich usunąćzimnym głosem odparł Jonathan.
- Jest pan niebezpiecznym człowiekiem, to może się przydać – dodał oddając pistolet.
- Mam nadzieję, że nie będzie potrzebny.
Wyszli na zewnątrz. Na środku placu stał śmigłowiec. Obok maszyny zebrała się grupka ludzi naukowcy, kilku strażników oraz kilka innych osób. Kiedy podeszli Jonathan zwrócił się do Eleny.
- Mieliście być gotowi do startu, dlaczego nie robisz tego o co cię proszę.
- Przecież nie mogliśmy was zostawić ! Zaraz możemy startować -powiedziała szybko wskakując na fotel pilota.
- Teraz już się nie musimy spieszyć. Wszystko skończone. Brengold nie żyje , a superkomputer jest uszkodzony. Trzeba wywieźć stąd wszystkich ludzi elektrownię wyłączyć a budynek główny zamknąć na głucho, żeby nikt tutaj nic nie znalazł.
- Elektrowni atomowej nie można tak sobie wyłączyć – powiedział jeden z techników-to zbyt skomplikowane i niebezpieczne.
- Na pewno jakoś da się to zrobić- odparł Jonathan lekko poirytowany- proponuję, żeby strażnicy zebrali wszystkich ludzi tutaj mówcie, że nastąpiła awaria w elektrowni i grozi nam promieniowanie to nie będą zwlekać a wy spróbujcie jednak to wyłączyć a najlepiej uszkodzić tak , aby nie dało się tego naprawić. Kto jeszcze umie tym polecieć?- zwrócił się do Eleny.
- Prawie wszyscy strażnicy mają licencję pilota.
- To świetnie dobierz sobie ludzi i za dwie godziny wszyscy mają byś gotowi do ewakuacji. Postarajcie się proszę. Mam wrażenie , że dalsze pozostawanie na tej wyspie staje się niebezpieczne. Chodź Eryku mamy jeszcze jedną sprawę do załatwienia w głównym budynku.
Weszli do budynki i skierowali się do laboratorium chemicznego.
- Co pan zamierza profesorze – zapytał Eryk
- Mam zamiar podpalić ten gmach wprawdzie na dolne poziomy ogień się nie dostanie ale tutaj na poziomie mieszkalnym ma sporo materiału do strawienia. Mam zamiar zrobić coś w rodzaju zapalnika chemicznego a potem spowodować eksplozję w laboratorium dla zwiększenia efektu postaraj się o kilka baniek benzyny na pewno macie gdzieś skład paliwa.
- Przeraża mnie pan nie spodziewałem się u pana takich talentów.
- Jak to przecież jestem chemikiem potrafię zmieszać kilka substancji o różnych właściwościach – roześmiał się Jonathan.
- Nie o takim talencie mówię tylko o zdolnościach destrukcyjnych.
- Jednak niezbyt dokładnie sprawdzaliście mój życiorys. Ale potem o tym porozmawiamy teraz idź poszukaj mi paliwa i dopilnuj aby wszyscy opuścili ten budynek.
Po kilku chwilach Eryk wszedł niosąc dwa trzydziestolitrowe pojemniki z benzyną.
- Tyle wystarczy ? - zapytał.
- Musi. Nie ma czasu na przynoszenie większej ilości. Teraz pomóż ludziom się ewakuować i pospiesz elektryków,żeby wygasili reaktor.
- Jednego nie rozumiem profesorze, dlaczego się tak pan spieszy przecież godzina czy dwie teraz nie robią różnicy !
Jonathan przerwał na chwilę mieszanie jakiejś substancji.
- Czy ty Eryku udajesz czy naprawdę nie rozumiesz. Przecież Brengold wyraźnie powiedział,że nie jest samodzielną jednostką tylko stanowi część większego systemu.
Jak myślisz, czy pozostali członkowie jak to nazwał „rady dwudziestu” nie wiedzą,że coś się tu wydarzyło ? Myślisz , ze nie są gotowi przysłać tutaj kompanii najemników zdolnych odpowiednio ukarać winnych tego zamieszania? Ja wiem,że to tylko kwestia czasu. Więc do cholery jasnej nie marudź tylko zrób to o co cię proszę dobrze ? Aha nie zapomnij o strażniku w moim pokoju i tych na dole trzeba ich zabrać z budynku zanik nastąpi wybuch.
- O tym nie pomyślałem – mruknął Eryk pospiesznie wychodząc. Jonathan przelał do plastikowego pojemnika zmieszaną substancję powoli postawił go na podłodze na której wysypał sporą ilość żółto- burego proszku. Następnie rozlał dookoła benzynę. Drugi pojemnik wylał na korytarz i otwierając szeroko drzwi pospiesznie wyszedł. Na zewnątrz pilot śmigłowca już rozgrzewał silnik. Wszedł do środka byli tu już Borys, Orst i dwóch techników z elektrowni za sterami siedziała Elena a na fotelu drugiego pilota Eryk.
- Gdzie reszta ? – zapytał Jonathan przekrzykując coraz głośniejszy ryk silników. Eryk wskazał na leżące na siedzeniu słuchawki i po chwili powiedział do mikrofonu.
- Ochroniarze i „komputerowcy” już odlecieli bardzo się spieszyli jak powiedziałem, ze z elektrowni nastąpił wyciek promieniotwórczy. Pozostali za chwile wystartują a my za 15 minut też możemy startować. Niestety profesor Jamare nie żyje- dodał smutno- powiesił się w swoim pokoju.
- Jak po niego poszedłem to już było za późno – dodał drżącym głosem Borys- może jakbym najpierw po niego poszedł.
- Nie obwiniaj się to starszy człowiek podejrzewam,że za długo tutaj przebywał i za bardo obawiał się powrotu do zwykłego świata jeśli ktoś może czuć się odpowiedzialny za jego odejście to tylko ja- Jonathan zamilkł.
- Włączyliśmy procedurę awaryjnego wygaszania reaktora – odezwał się jeden z techników z elektrowni ale obawiam się, że może jednak dojść do skażenia środowiska a przynajmniej wnętrza elektrowni a już na pewno nie da się jej ponownie uruchomić.
- To bardzo dobrze mam nadzieję,że nikt tego nie będzie próbował
- Możemy już startować odezwała się Elena.
Helikopter wzniósł się powoli w powietrze kiedy zataczał ponowne koło nad tą dziwną i jednocześnie piękną wyspą z okien głównego budynku wydostawał się czarny gęsty dym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz